Bank Anglii twierdzi, że sytuacja w zakresie ryzyka finansowego w Wielkiej Brytanii uległa pogorszeniu

Bank Anglii ostrzegł, że ryzyko dla stabilności finansowej Wielkiej Brytanii wzrosło, wskazując na wysoką niepewność na świecie, zawyżone wyceny aktywów i rosnącą niestabilność rynków kredytowych.

0
18
Bank of England

Bank Anglii opublikował nowy raport dotyczący stabilności finansowej, który wydaje mniej więcej co kwartał. Ten raport jest ważny, ponieważ zawiera jedno istotne stwierdzenie: sytuacja w zakresie ryzyka dla gospodarki Wielkiej Brytanii uległa pogorszeniu.

A kiedy ludzie tak konserwatywni, rozważni, ostrożni i, szczerze mówiąc, tak podobni do bankierów jak Bank Anglii twierdzą, że środowisko ryzyka uległo pogorszeniu, ma to znaczenie.

W swojej ocenie stwierdzają oni, że globalna niepewność gospodarcza pozostaje wysoka. Ich zdaniem napięcia geopolityczne, fragmentacja handlu i napięta sytuacja na rynkach długu państwowego zwiększają prawdopodobieństwo globalnych wstrząsów, a wraz z pogorszeniem się sytuacji geopolitycznej rośnie ryzyko cyberataków. Szczególnie niepokoi ich wycena aktywów AI.

Zacznijmy więc od tego.

Jak wskazuje Bank Anglii, obecne ceny akcji spółek zajmujących się sztuczną inteligencją są zbliżone do poziomów z czasów bańki internetowej w Stanach Zjednoczonych. W Wielkiej Brytanii ceny akcji są na najwyższym poziomie od czasu globalnego kryzysu finansowego w 2008 roku. Mamy więc do czynienia z porównaniem z rokiem 2000 w Stanach Zjednoczonych lub z rokiem 2008 w Wielkiej Brytanii – i w obu tych przypadkach ceny akcji spadły następnie o około 40%.

Bank Anglii twierdzi, że gwałtowna korekta – czyli inaczej mówiąc krach – staje się coraz bardziej prawdopodobna. Uważa on, że ma to znaczenie, ponieważ inwestycje w infrastrukturę sztucznej inteligencji są obecnie finansowane z szybko rosnącego zadłużenia przedsiębiorstw. Może to zatem spowodować bezpośrednie skutki uboczne na rynku bankowym. Pogłębiające się powiązania między firmami zajmującymi się sztuczną inteligencją a rynkami kredytowymi oznaczają, że straty mogą szybko się rozprzestrzeniać, jeśli coś pójdzie nie tak z inwestycjami w sztuczną inteligencję.

W rzeczywistości twierdzą oni, że niepowodzenie w dowolnej części ekosystemu sztucznej inteligencji może obecnie wywołać efekt domina wśród powiązanych ze sobą kredytodawców i inwestorów w sposób, który jest bardzo trudny do wyobrażenia, ale który może mieć katastrofalne skutki.

To sprawia, że rynki kredytowe wydają się kruche pod powierzchnią. Obecnie wszystko wygląda dobrze. Sytuacja jest stabilna, ale zadłużenie przedsiębiorstw jest wysokie. Obecnie obowiązują również słabe standardy udzielania kredytów, a do ułatwiania finansowania stosuje się złożone i nieprzejrzyste struktury, dokładnie tak samo jak przed 2008 r.

Innymi słowy, wszystko, co miało miejsce przed globalnym kryzysem finansowym, dzieje się teraz ponownie w odniesieniu do słabej oceny sytuacji kredytowej, niskich potencjalnych zwrotów, a wszystko to jest ukrywane w bilansach banków i innych podmiotów poprzez stosowanie złożonych struktur prawnych. W rezultacie ocena ryzyka jest obecnie niezwykle trudna.

Jak twierdzą, dwa ostatnie głośne przypadki niewypłacalności w USA pokazują, jak straty mogą nagle dotknąć wielu uczestników rynku długu jednocześnie. Wszyscy w tym sektorze są ze sobą powiązani. Innymi słowy, tak jak odkryliśmy w 2008 r., kiedy we wrześniu tego roku upadł Lehman Brothers, nie jest to odizolowany system. Jedna porażka może przewrócić wszystkich innych, ponieważ każdy uczestnik sektora bankowego, finansowego i powiązanych sektorów jest częścią jednej sieci wzajemnie powiązanych funduszy.

Bank Anglii twierdzi, że w tej sytuacji inwestorzy muszą zrozumieć swoje rzeczywiste ryzyko i nie polegać na ratingach kredytowych, które ostatnio okazały się zbyt powolne w reagowaniu.

Ponownie zwracają uwagę na coś, o czym już wiemy, że stanowi realne ryzyko. W 2008 r. rynki upadły, ponieważ agencje ratingowe twierdziły, że banki są przepełnione wysokiej jakości długiem. Okazało się, że był on w dużej mierze bezwartościowy. Bank wyraźnie wskazuje, że ryzyko to ponownie występuje.

Zwraca również uwagę na coś innego, czego nie można przecenić. Ostatnim razem problemy dotyczyły głównie sektora bankowego, ale tym razem dotyczą one również tego, co powinniśmy właściwie nazwać sektorem bankowości równoległej: private equity, prywatnych kredytów, powiązanych operacji ubezpieczeniowych i funduszy hedgingowych.

Od 2008 r. sektory te znacznie się rozrosły. I to jest kluczowa kwestia, na którą zwraca uwagę Bank Anglii: nigdy wcześniej nie doświadczyli oni spowolnienia makroekonomicznego o takim potencjale. Innymi słowy, chociaż Bank Anglii zdaje sobie sprawę z istnienia ryzyka, nawet oni nie ocenili w pełni możliwości, że tym razem to sektor prywatnego kapitału i bankowości równoległej może doprowadzić do załamania rynków.

W rzeczywistości przyznają, że w obliczu potencjalnego kryzysu działają na ślepo.

Bank zauważa również, że wiele rządów ma już wysoki wskaźnik zadłużenia w stosunku do PKB, co ogranicza ich zdolność do zaciągania pożyczek. Sytuację pogarszają zmiany demograficzne i rosnące wydatki na obronność, co oznacza, że zdolność fiskalna do dalszego finansowania sektora bankowego – w przypadku jego ponownego załamania – może być ograniczona.

W związku z tym Bank Anglii twierdzi, że Wielka Brytania jest bardzo narażona na globalne skutki kryzysu.

Ryzyko polega na tym, że jeśli banki wpadną w panikę – a banki mają taką tendencję – mogą uciec się do najbardziej destrukcyjnych form reakcji, w tym wyprzedaży aktywów i ograniczenia dostępu do finansowania dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Stałoby się to dokładnie w momencie, gdy takie działania byłyby najbardziej szkodliwe, pogłębiając skalę spowolnienia gospodarczego w momencie, gdy gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa najbardziej potrzebują kredytu.

Innymi słowy, Bank Anglii twierdzi, że ryzyko paniki i załamania finansowego gwałtownie rośnie.