Fala wstrząsów przetacza się przez Bliski Wschód po atakach USA i Izraela na Iran

Siły amerykańskie i izraelskie przeprowadziły szeroko zakrojone ataki na Iran, wstrząsając Bliskim Wschodem i atakując najwyższych przywódców oraz obiekty wojskowe w dramatycznej eskalacji konfliktu. Teheran zareagował w ciągu kilku godzin, wystrzeliwując rakiety w kierunku Izraela i baz amerykańskich w Zatoce Perskiej, a Islamska Gwardia Rewolucyjna zapowiedziała dalszy opór.

0
21
explotion on military base iran

W sobotę rano Bliski Wschód obudził się w nowej, niebezpiecznej fazie konfliktu, gdy Stany Zjednoczone i Izrael przeprowadziły skoordynowane ataki na Iran, wymierzone w przywódców i kluczową infrastrukturę wojskową. Skala i ambicje operacji – mającej na celu nie tylko osłabienie sił zbrojnych, ale także destabilizację systemu rządów w Iranie – oznaczają dramatyczną eskalację w regionie, który i tak już znajduje się na krawędzi.

Izraelscy urzędnicy poinformowali, że ataki uderzyły w centra dowodzenia, obiekty rakietowe i wysokich rangą członków Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej. Irańskie media państwowe potwierdziły ataki na wiele miast, ale podały ograniczone informacje na temat ofiar wśród wysokich rangą przywódców. Krążą niepotwierdzone doniesienia na temat losu najwyższego przywódcy Iranu, ajatollaha Alego Chameneiego, chociaż Teheran nie wyjaśnił publicznie jego statusu.

Waszyngton i Jerozolima uznały tę operację za niezbędną, aby zapobiec dalszej destabilizacji regionu. Premier Izraela Benjamin Netanjahu opisał ataki jako „decydujące działanie mające na celu zneutralizowanie egzystencjalnych zagrożeń”. Prezydent USA Donald Trump zasygnalizował, że kampania może być kontynuowana falami, sugerując, że jej celem może być nie tylko odstraszanie, ale także systemowa zmiana w Teheranie.

Iran odpowiada

Iran zareagował w ciągu kilku godzin, wystrzeliwując rakiety w kierunku terytorium Izraela i powiązanych z USA obiektów wojskowych w Zatoce Perskiej. Doniesiono o eksplozjach w pobliżu instalacji w Arabii Saudyjskiej, Katarze i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Niektóre ataki spowodowały podobno uszkodzenia infrastruktury naftowej, co wzmogło obawy przed skutkami gospodarczymi daleko wykraczającymi poza region.

Irańscy urzędnicy zapowiedzieli, że kraj nie będzie walczył sam. Ruch Houthi w Jemenie ogłosił plany wznowienia ataków na szlaki żeglugowe na Morzu Czerwonym, a libański Hezbollah zasygnalizował gotowość do eskalacji, jeśli Izrael rozszerzy swoją kampanię.

Być może najbardziej znaczącym posunięciem jest zgłoszona przez Teheran decyzja o ograniczeniu ruchu przez Cieśninę Ormuz, wąską drogę wodną, przez którą codziennie przepływa około jednej piątej światowych dostaw ropy. Nawet częściowe zakłócenie ruchu mogłoby spowodować gwałtowny wzrost światowych cen energii, co miałoby wpływ na Europę i Azję.

Wojna o nierówne cele

Cele strategiczne stron znacznie się różnią. Dla Waszyngtonu i Jerozolimy sukces oznaczałby prawdopodobnie eliminację najwyższych przywódców Iranu, zniszczenie jego potencjału rakietowego i potencjalnie upadek obecnego porządku politycznego.

Dla Teheranu samo przetrwanie stanowiłoby zwycięstwo.

Przywódcy Iranu od dawna spodziewali się ataku mającego na celu likwidację przywódców i stworzyli redundantne struktury dowodzenia, które mają wytrzymać zabójstwo wysokich rangą osobistości. Analitycy zauważają, że nawet jeśli najwyżsi przywódcy zostaną zabici, ich następcy – potencjalnie z twardogłowych elementów Gwardii Rewolucyjnej – mogliby szybko przejąć kontrolę.

Siły powietrzne mogą osłabić potencjał militarny, ale historia pokazuje, że rzadko doprowadzają one do obalenia reżimów bez zorganizowanej opozycji na miejscu. Interwencja w Libii w 2011 r. zakończyła się sukcesem dopiero po tym, jak rebelianci przejęli kontrolę nad znacznym terytorium przed decydującym zaangażowaniem NATO. Iran stanowi znacznie bardziej scentralizowany i spójny wewnętrznie aparat państwowy.

Presja regionalna i krajowa

Przebieg konfliktu będzie częściowo zależał od podmiotów regionalnych. Państwa Zatoki Perskiej, w których znajdują się bazy amerykańskie, stoją przed trudnym wyborem: publicznie wspierać Waszyngton, jednocześnie ponosząc koszty odwetu. Ich tolerancja dla przedłużającej się eskalacji może zależeć od stabilności gospodarczej, zwłaszcza eksportu energii.

W Stanach Zjednoczonych decydujące znaczenie może mieć opinia publiczna. Sondaż przeprowadzony przed atakami wykazał ograniczoną gotowość do kolejnej dużej wojny na Bliskim Wschodzie. Jeśli liczba ofiar wśród Amerykanów wzrośnie, presja polityczna w kraju może ograniczyć dalszą eskalację, zwłaszcza przed wyborami do Kongresu.

Co będzie dalej

Najbliższe dni pokażą, czy konfrontacja ta pozostanie intensywną, ale ograniczoną geograficznie wymianą ciosów, czy też przerodzi się w wielopłaszczyznową wojnę regionalną.

Jeśli Iran zintensyfikuje ataki pośrednie i zakłócenia w dostawach energii, unikając jednocześnie bezpośredniej konfrontacji, która wywołałaby miażdżący odwet, może dążyć do przedłużenia konfliktu do wojny na wyniszczenie. Z drugiej strony, jeśli przywódcy Stanów Zjednoczonych i Izraela uznają, że szybka eskalacja może doprowadzić do upadku Teheranu, mogą szybko nastąpić kolejne ataki.

Na razie region znajduje się na niestabilnym rozdrożu. Kalkulacje obu stron wydają się opierać nie tylko na potencjale militarnym, ale także na wytrzymałości – i na tym, które z przywództw wierzy, że przetrwa dłużej.

To, czy będzie to krótka, brutalna kampania, czy też początek szerszej wojny regionalnej, może zależeć nie tyle od pierwszych uderzeń, ile od tego, na co żadna ze stron nie jest jeszcze gotowa się zgodzić.